Recenzje sztuk teatralnych

Kiedy idea traci kontakt z rzeczywistością – „Mężczyźni objaśniają mi świat”. Teatr Narodowy w Warszawie, 2026-05-02

Kiedy idea traci kontakt z rzeczywistością – „Mężczyźni objaśniają mi świat”. Teatr Narodowy w Warszawie, 2026-05-02

„Mężczyźni objaśniają mi świat” Teatru Narodowego nie zatrzymuje się na tytułowym „objaśnianiu świata”, ale przesuwa uwagę w stronę języka – tego, jak w współczesnych sporach łatwo zastępujemy słuchanie mówieniem. Twórcy pokazują, że coraz częściej posługujemy się gotowymi językami, społecznymi kliszami i pojęciami, które tracą kontakt z realnym doświadczeniem. Ta próba spojrzenia na współczesne idee emancypacyjne z tej perspektywy jest trafna i odważna. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy spektakl, próbując krytykować uproszczenia, sam chwilami wpada w podobne schematy.

Już sam tytuł spektaklu „Mężczyźni objaśniają mi świat” – wyreżyserowanego przez Klaudię Gębską na podstawie adaptacji przygotowanej wspólnie z Mariuszem Gołoszem – odwołuje się do słynnego eseju Rebeki Solnit, eseistki i działaczki feministycznej. Solnit kojarzona jest przede wszystkim z pojęciem „mansplainingu”, czyli protekcjonalnego tłumaczenia kobietom różnych kwestii przez mężczyzn, wynikającego z poczucia wyższości i lekceważenia kobiecych doświadczenia.

Teatr Narodowy w Warszawie nie adaptuje jednak eseju Rebeki Solnit, lecz tworzy spór wokół jej myśli. Twórcy sięgają po jej teksty nie po to, by przenieść je na scenę w sposób wierny, ale by zbudować autorski komentarz do feminizmu i sposobów jego odbioru. Sama Rebecca Solnit jest jedną z bohaterek przedstawienia, lecz nie funkcjonuje tu jako postać realistyczna, lecz jako świadoma konstrukcja sceniczna – symbol pewnego typu myślenia feministycznego. Figura ta zostaje jednak przerysowana i momentami bardzo mocno sprowokowana, przez co balansuje na granicy krytyki i karykatury.

Spektakl od początku nie próbuje budować spójnej narracji, raczej rozsadza ją od środka. Pokazuje, jak łatwo idee wyrastające z doświadczenia przemocy i nierówności mogą same zacząć służyć dominacji. Pojawia się tu pytanie o moment, w którym głos zaczyna działać jak narzędzie władzy, nawet gdy przemawia w imię słusznych wartości.

Przedstawienie formułuje to dość brutalnie: czy teoria nie odkleja się od życia? Próbuje wyjść poza prosty podział na kobiety i mężczyzn, pytając o to, kto ma prawo mówić i być słyszanym. Z jednej strony krytykuje patriarchalne zachowania mężczyzn wobec kobiet, z drugiej – podważa także niektóre języki samego feminizmu. Pokazuje, że dominacja nie jest związana wyłącznie z płcią: znaczenie mają również klasa społeczna, język czy pozycja władzy.

 

Między trafnością a uproszczeniem

Jednak kiedy spojrzeć na spektakl nie jako na zestaw idei, lecz jako żywe doświadczenie sceniczne, ujawnia on swoją zasadniczą nierównowagę, pogłębianą przez wielość i różnorodność wątków, które osłabiają jego czytelność. Niespójność wynika z tego, że przedstawienie wykonuje kilka sprzecznych gestów jednocześnie: pokazuje doświadczenia przemocy wobec kobiet, a równocześnie ironizuje z języka feminizmu i podważa jego autorytety (Solnit, Virginia Woolf). W tym samym czasie próbuje też dowodzić, że mechanizmy dominacji nie są związane wyłącznie z płcią, lecz także z klasą i językiem.

Ta wielość nie buduje napięcia, lecz prowadzi do rozproszenia. Brakuje hierarchii tematów, a poszczególne wątki zaczynają się wzajemnie osłabiać. W efekcie powstaje wrażenie spektaklu opartego na trafnej intuicji i kilku mocnych scenach, który jednak nie panuje nad własną strukturą.

***

Ten efekt jest szczególnie widoczny w sposobie prowadzenia postaci, które często funkcjonują bardziej jako nośniki idei niż pełnokrwiste bohaterki i bohaterowie.

Spektakl buduje kilka typów relacji: od układów autorytetu (Solnit i Padawanka), przez relacje rodzinne (Kamila i Agnieszka), po klasyczne mechanizmy władzy między kobietami i mężczyznami (Nauczyciel i Magda, Agnieszka i Kelner). Obok relacji realistycznych funkcjonują w spektaklu figury symboliczne i popkulturowe, które rozbijają narrację i nadają jej groteskowy, odrealniony ton. Pojawiają się tu Kasandra z mitologii greckiej, Dale Cooper – charyzmatyczny agent FBI z „Miasteczka Twin Peaks” – oraz tajemnicza Laura Palmer, martwa bohaterka tego serialu.

Pomiędzy bohaterami od czasu do czasu przemyka wielki biały niedźwiedź, nucąc pod nosem stary szlagier disco-polo „Biały miś”. Staje się on smutnym, a jednocześnie ironicznym symbolem wyboru kobiet, które – według przywoływanych badań – mniej obawiałyby się spotkania w lesie z dzikim zwierzęciem niż z obcym mężczyzną. W tym przypadku spektakl z dużą fantazją przekłada ideę na obraz sceniczny.

Kasandra jest jednym z ciekawszych rozwiązań – nie jest to postać realistyczna, lecz symbol głosu, którego nikt nie chce słuchać. Opowiada o przemocy wobec kobiet, ale pozostaje gdzieś „obok” całego świata. Jest prawdą pozbawioną realnej mocy sprawczej. To bardzo mocny i precyzyjnie poprowadzony motyw.

Relacja Kamili i Agnieszki pokazuje inny wymiar przemocy – nie męską dominację, lecz zawłaszczenie głosu w obrębie relacji matka–córka. Relacja Nauczyciela i Magdy opiera się na klasycznym układzie władzy, który z czasem zostaje odwrócony. Magda zmusza Nauczyciela, by doświadczył tego, co wcześniej beztrosko próbował narzucić jej. Z kolei relacja Agnieszki i Kelnera pokazuje, że napięcia między kobietami i mężczyznami nie zawsze wynikają z logiki dominacji, ale czasem także z wzajemnego lęku i emocjonalnego wycofania.

Ryzykownym zabiegiem jest potraktowanie Rebeki Solnit jako figury scenicznej. Spektakl przekształca realną postać w symbol, który poddaje krytyce, co zaciera granicę między osobą a konstruktem scenicznym. W efekcie momentami krytyka zbliża się do zbyt bezpośredniego uproszczenia, nawet jeśli intencją twórców nie jest atak, lecz reinterpretacja jej myśli.

Pojawia się też motyw „własnego pokoju”, będący wyraźnym nawiązaniem do feministycznej myśli Virginii Woolf oraz Aspen – symbolu elitarności i klasowego uprzywilejowania. Twórcy odwracają jednak sens idei Woolf, przekształcając ją w zarzut hipokryzji wobec Solnit, która – według tej interpretacji – posiada własną, niedostępną dla innych przestrzeń w owym kurorcie.

***

Do tego dochodzą uproszczenia w konstrukcji postaci oraz ich niespójne prowadzenie. W pewnych momentach spektakl ucieka w przerysowanie – Kamila zaczyna funkcjonować jako uosobienie autentycznej „prawdy prostego człowieka”, podczas gdy Solnit zostaje sprowadzona do figury elitarnego, wywyższającego się feminizmu. Przedstawienie sugeruje tym samym konflikt między elitarnością a autentycznością, lecz jednocześnie wpada w pułapkę idealizowania prostoty. Jak na tak złożony temat jest to uproszczenie idące zbyt daleko.

Widać też niespójności w prowadzeniu postaci. Kamila raz mówi prostym językiem i postrzega rzeczywistość w dość uproszczony sposób, by chwilę później formułować niemal eseistyczne, pełne samoświadomości wypowiedzi. Z kolei Agnieszka – wycofana i przytłoczona w relacjach z ludźmi – spotykając Rebekę, nagle wykonuje wokół niej ostentacyjny, przerysowany taniec, balansujący między fascynacją a ironią. Trudno przez to odczytać intencje twórców i psychologiczną logikę tej postaci.

To przerysowanie nie buduje wielowymiarowości, tylko wrażenie niespójności.

***

Największą siłę spektakl zyskuje wtedy, gdy porzuca abstrakcję na rzecz konkretnych doświadczeń codziennego życia – pracy, cielesności i relacji zależności.

Dobrze wybrzmiewa scena, w której Padawanka – reprezentująca język nauki – odmawia przyjęcia przeprosin Nauczyciela. Pokazuje w ten sposób, że wybaczenie jest procesem, który nie zawsze jest łatwy. Traumę po przekroczeniu granic i upokorzeniu nie zawsze da się domknąć jednym gestem czy słowem. Mocny jest również monolog Agnieszki o codziennym ciężarze kobiecej czujności – od kontroli własnego wyglądu po lęk o bezpieczeństwo.

 

Konkluzja

Przedstawienie Teatru Narodowego jest interesujące jako projekt krytyczny, ale nie w pełni spójne jako całość dramaturgiczna. Daje kilka wyrazistych scen i trafnych diagnoz, ale nie buduje jednej osi interpretacyjnej. Próbuje rozbroić język władzy, także w teoriach i ideach, lecz momentami samo wpada w uproszczenia.

Częściowo te problemy niweluje wspaniała gra aktorska. Przezabawna Edyta Olszówka jako Kamila czy Laura Palmer wnosi wyrazistą energię i lekkość. Boska Anna Lobedan jako Kasandra zachwyca pięknym, wręcz anielskim głosem. Równie wyrazista i bardzo poruszająca jest Zuzanna Saporznikow jako Agnieszka w monologu o kobiecej odpowiedzialności, która staje się codziennym ciężarem.

Najciekawsze w spektaklu są momenty, w których przestaje on objaśniać świat, a zaczyna go pokazywać – kiedy zamiast idei pojawia się doświadczenie. W takich scenach przedstawienie przestaje się rozpraszać i naprawdę dotyka czegoś żywego i prawdziwego.

Teatr Narodowy w Warszawie

Spektakl: „Mężczyźni objaśniają mi świat”

Autorka: Rebecca Solnit

Data: 2 maja 2026 r.

 

Twórcy

Autorka przekładu: Anna Dzierzgowska

Reżyseria: Klaudia Gębska

Adaptacja: Mariusz Gołosz, Klaudia Gębska 

Scenariusz: Mariusz Gołosz 

Dramaturgia: Mariusz Gołosz, Patryk Kozłowski

Scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Julia Furdyna, Zofia Tomalska

Muzyka: Olga Pasek

Choreografia: Magdalena Kawecka

Asystentka reżyserki: Katarzyna Kłosowska

Realizatorzy światła: Bartłomiej Frysztak, Kacper Bobylak

Realizatorzy dźwięku: Piotr Gos, Marek Wojtulanis

 

Obsada

Aleksandra Justa: Rebecca

Patrycja Soliman: Padawanka

Kinga Ilgner: Magda

Edyta Olszówka: Kamila, Laura Palmer

Zuzanna Saporznikow: Agnieszka

Anna Lobedan: Kasandra

Piotr Kramer: Kelner, Agent Cooper

Wiesław Cichy: Nauczyciel, Niedźwiedź

Fot. Karolina Jóźwiak

Brak komentarzy
Szukaj